Wings For Life World Run Poznań 2019

Do udziału w Wings For Life gorąco namawiał mnie zachęcony szczytnym celem i nietypową formułą biegu brat, początkujący biegacz. Chcąc mu potowarzyszyć jako nieco bardziej zaprawiona w biegowych bojach, zakupiłam w okolicach marca pakiet i… okazało się, że dla brata już nie wystarczyło miejsc. Limit uczestników wyczerpał się, a ja zostałam skazana na samotny debiut w Wingsach, a nie na bycie wsparciem biegowym brata. Mimo to wyczekiwałam tego startu, chociaż nie generował już u mnie takiego stresu jak poznański półmaraton. Bieg w szczytnym celu zbiórki funduszy na badania nad przerwanym rdzeniem kręgowych, w którym to meta w postaci samochodu z Adamem Małyszem na pokładzie, goni biegnących jest całkiem ciekawym pomysłem na odwrócenie biegu do statycznej mety, w którym dokładnie wiemy ile mamy przebiec i ile pozostało dystansu do przebiegnięcia. W tym biegu nie wiesz ile jeszcze kilometrów zdołasz pokonać, ale lecisz ile sił, byle uciec dalej przed goniącym Cię samochodem. Ciekawie się obserwowało biegaczy w trakcie, którzy chyba mając nadzieję na rychły koniec wysiłku, usilnie oglądali się za siebie.

Wiedząc po 12PPM, że moje możliwości biegowe są spore, podchodziłam do udziału w Wings For Life na totalnym luzie. Ile wyjdzie, tyle przebiegnę 😉 Oczywiście starałam się przygotować odpowiednim nawodnieniem i wcinaniem makaronów i węglowodanowych sałatek dwa dni przed startem, oszczędzałam siły i regenerowałam ciało, w czym pomógł mi również wyjazd do rodziny mężna na majówkę (przynajmniej nie kusiło, żeby zbyt dużo trenować!), ale ogólnie miałam totalny spokój ducha.

20190503_201424.jpg
Pakiet odebrany!
20190503_191914.jpg
Gdzie mnie złapie Adam Małysz?

Po odebraniu pakietu i szybkim sprawdzeniu palcem po mapie trasy i szacowanych czasów zakończenia biegu stwierdziłam, że plan minimum to 10 km, dobry wynik to 15 km. Na więcej się nie szykowałam, chociaż brat wieszczył, że może i 20 km wpadnie. Nie chciałam być hurraoptymistyczna, ale podświadomie też chyba nie zakładałam więcej niż 15 km. Poza tym to miał być luzacki bieg bez większego forsowania się.

20190504_213658.jpg
Sałatka mocy i nawadniacz

Wieczorem tradycyjnie sałatka mocy z kaszą bulgur i nawadniacz. W dzień lub parę dni poprzedzających start nie tykam alkoholu, jako że kilkudniowe nawadnianie poszłoby na straty.

20190505_113014.jpg
Uśmiech proszę!

Od rana 5 maja byłam nie w sosie, kręciłam się bez ładu i składu po domu, nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Ewidentnie nie miałam ochoty na bieganie, ziewałam i chciałam zaszyć się pod kocem. W końcu wyekspediowawszy męża i syna na wycieczkę, zaczęłam się szykować i adrenalina zaczęła rosnąć. Do tego odpowiedni kop motywacyjny od brata, który cały czas, jako główny sprawca zamieszania, wspierał mnie mentalnie (włącznie z uświadomieniem mi, że bilety tramwajowe mam kupić przez aplikację banku, a nie jechać na gapę!)

20190505_123552.jpg
Nietęga ta mina…
20190505_124339.jpg
Znowu sama na starcie…

Jak widać na przedstartowych fotach, nietęga miałam minę. Cukry powyżej 200mg%, jak zawsze przed startem przez nerwy i zjedzonego o 12.15 banana (+1j. insuliny), ale bezpieczniej w trakcie. Dwie godziny przed redukcja dawki podstawowej do 50%, aby uniknąć zjazdu w trakcie oraz na ok. 1 godz biegu czyli w sumie 3-godzinna redukcja.

Do 15 km nie mierzyłam cukru, czułam się dobrze, biegło się rewelacyjnie, fajne tempo ok.5.30/km. Gdzieś w okolicy 13 km zjadłam profilaktycznie pastylkę dextro. Na 15 km pomiar, cukier 220. Nie wiedząc ile mi jeszcze zostało do przebiegnięcia i mając już 100% przepływu podstawowego w pompie, nic nie kombinowałam i leciałam dalej. Czułam już zmęczenie i chciałam zobaczyć zwiastujący metę samochód. Zaczęłam zwalniać. Auto Wings For Life dogoniło mnie na 17.39 km. Upragniony koniec, z wynikiem powyżej moich oczekiwań jak na taki dystans (tempo 5.36min/km), dał mi niesamowitą satysfakcję, radochę i wiarę, że może być tylko lepiej i żadna cukrzyca nie uprzykrzy mi życia 🙂 W przyszłym roku muszę pobić dystans 20 km! Cukier po zakończeniu biegu 180mg%, dwie jednostki na zbicie i zahamowanie wybicia hiperglikemii po mocnym biegu.

IMG_20190505_173032_369.jpg
Wow! Nie spodziewałam się takiego wyniku! Jest moc!

20190505_144052.jpg

Tuż po zakończonym biegu zawróciłam do punktu, z którego miały nas odwieźć dedykowane autobusy do zajezdni na Zawadach, skąd dedykowane tramwaje odwoziły biegaczy na MTP po odbiór medalu. Niestety, dwa zapakowane pod sam sufit autobusy odjechały i pozostało mi półgodzinne czekanie na kolejne, które będą mogły zabrać dość sporą grupkę czekających osób. Brak ruchu, brak wody i wychłodzenie powoli dawało o sobie znać. Tuż przed przyjazdem autobusów pojawiły się auta z rozdającymi folie termiczne wolontariuszami, co poprawiło sytuację temperaturową. W trakcie przesiadki do tramwaju zaopatrzyłam się w batona, które również rozdawano i popędziłam zapewnić sobie miejsce w podstawionym środku komunikacji. Nie dane mi było w dramatycznym ścisku zjeść batona, zmierzyć i podać cukier, chociaż powoli czułam narastające ssanie w żołądku. Zrobiło się też w trakcie jazdy dość duszno. Nagle zemdlała jakaś dziewczyna. Na szczęście wśród jadących tramwajem znalazł się lekarz, który szybko i sprawnie ogarnął sytuację, położył poszkodowaną, kazał unieść nogi, otworzyć drzwi tramwaju. Zaoferowałam się zmierzyć dziewczynie cukier, miałam w opakowaniu glukometru zapasowe igiełki pomiarowe. Okazało się, że nie hipoglikemia była powodem jej omdlenia (miała 98mg%), tylko pewnie duchota i brak powietrza w naładowanym po brzegi tramwaju, ale również zmęczenia organizmu po biegu. Stąd tak ważne jest zadbanie zarówno o przygotowanie się do biegu (1-2dni przed „naładowanie się węglowodanami w postaci dań makaronowych, mącznych czy kasz, spożywanie sporej ilości płynów plus elektrolitów), po samym biegu – uzupełnienie strat płynów oraz wyrównanie bilansu kalorycznego, czyli tuż po – lekka przekąska, baton, jeśli nie mamy szansy zjedzenia obfitszego posiłku.

20190505_160717.jpg
Zasłużony medal

Tuż po odebraniu medalu zjadłam batona, nie chcąc podzielić losu mdlejącej dziewczyny. Cukier nadal powyżej 180 mg%, czyli jednak tendencja do wybicia była. Kolejne jednostki na zbicie plus na batona. Po powrocie do domu spora porcja spaghetti oraz w nagrodę za bieg – ogromna porcja lodów. Mniam!

Sam bieg będę bardzo dobrze wspominać i chętnie wezmę udział w Wings For Life za rok, atakując zdecydowanie dłuższy dystans. Na koniec fajny wniosek, jaki wysnuł mój brat na moje włączenie się trybu: „dlaczego ja” (jestem chora) tuż po biegu: „Ty chora? Patrząc na twoje wyniki biegowe, to Ty jesteś zdrowsza niż niejeden ‚zdrowy’ kanapowiec!”

Biorąc więc naukę z tego zdania ruszmy się z tych kanap na chociażby lekką przebieżkę! Do zobaczenia na trasie!

 

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s