Biegowe podsumowanie 2018

Rok temu, gdzieś początkiem stycznia 2018, wyszłam na trening i po raz pierwszy w życiu zakończyłam go, przebiegając 15 km. Jeden z komentarzy znajomych pod publikacją rezultatu treningowego, sugerujący że realizacja postanowień noworocznych powinna zostać zwieńczona półmaratonem poznańskim, dał mi wiele do myślenia i mocno zmotywował. Zaczęła kiełkować podświadoma myśl, że w sumie to nie jest pomysł nie do zrealizowania, a kolejne tygodnie trwania w biegowym postanowieniu tylko mnie utwierdzały w przekonaniu, że dotychczas niemożliwe w moim mniemaniu jest… całkiem możliwe. Dodatkowym wsparciem i pomocą w utrzymaniu glikemii na bezpiecznym poziomie miał stać się system Freestyle Libre, który dzięki ciągłemu monitoringowi glikemii dawał szansę na bezproblemowy dla mnie udział w 11PKO Poznań Półmaratonie. Rzeczywistość biegowa z FSL okazała się być niestety nieco mniej różowa, jednak na starcie stanęłam wyposażona niczym cyborg, w nieodłączną pompę insulinową, sensor FSL wpięty w ramię oraz Blucona, czyli swoisty transformator sygnału płynącego z sensora na sygnał bluetooth przekazywany w postaci wyniku glikemii do aplikacji mobilnej. Był to mój pierwszy zorganizowany bieg, w jakim wzięłam udział i to od razu połówka! Szaleństwo, ale pozytywnie zakręcone!

Potem przyszła kolej na kolejne biegi: w czerwcu charytatywny III Bieg Świadomości o PWS, którego szczytnym celem była pomoc dzieciom „wiecznie głodnym” z zespołem Pradera-Willego (5 km). We wrześniu Bieg Kobiet Anita (10,8km, czyli 2 pętle wokół poznańskiego jeziora Malta), promujący świadomość o profilaktyce zdrowotnej kobiet. W październiku wzięliśmy rodzinnie udział w charytatywnym biegu dla Michała Gadomskiego, chłopca który w wieku 17 lat zmagał się z potworniakiem złośliwym. 11 listopada przypadł Bieg Niepodległości, w którym debiutował mój brat i biegłam z nim, mając z tyłu głowy, że jako starsza siostra i nieco bardziej doświadczona biegaczka, muszę roztoczyć nad nim biegową opiekę. Bartek szczęśliwie ukończył te 10 kilometrów z bardzo fajnym czasem i zdecydowanie połknął biegowego bakcyla.

Przedostatnim biegiem zorganizowanym w jakim w zeszłym roku brałam udział był Bieg Mikołajkowy (10km), w którym pobiegł również Młody. Adrian jest tak zafiksowany na otrzymywanie medali, że pobiegnie ile sił w nogach i udział w biegach dziecięcych to dla niego wielka frajda. Co ciekawe, jest strasznie zazdrosny o moje biegowe trofea i muszę je przed nim po prostu chować, żeby Mały Maruder mi nie mędził, że ja mam więcej medali… Tyle mi pozostaje z możliwości podziwiania tych kawałków medali – ukrycie ich w pudełku głęboko w szafie…  Pomijając ten fakt, dla mnie osobiście kiełkująca pasja synka jest wielką dumą, że od maleńkości nabiera prawidłowych nawyków w kwestii spędzania wolnego czasu i aktywności fizycznej, a jednocześnie widzę, jak powoli rośnie nam biegowy talent. Jak na 5 latka ma naprawdę niezłą krzepę i jest naprawdę szybki! W swojej kategorii wiekowej był spośród kilkudziesięciu dzieci na mecie na 12. miejscu w tym biegu na 200 m. Jak na razie jego maksymalnym przebiegniętym dystansem jest 1 km w biegu charytatywnym dla Michała Gadomskiego, który przebiegliśmy razem i zadziwił mnie szczerze swoją dziecięcą prędkością i wytrwałością w pokonaniu takiego niemałego przecież dla 5-latka, dystansu. Oby tak dalej, o co będę dbać z pewnością!

Ostatnim tegorocznym biegiem miał być Bieg Powstania Wielkopolskiego. Miał, ponieważ się nie odbył z powodu braku zgody policji w związku z niedopełnieniem przez organizatora istotnych kwestii zapewniających biegaczom bezpieczeństwo. Trudno tu wyrokować, kto rzeczywiście zawinił i doprowadził do odwołania tego szczytnego przecież w zamiarze biegu, jednak pozostała mi z tego niedoszłego wydarzenia koszulka i medal, zdobyty niestety niezasłużenie, jedynie po odśpiewaniu hymnu Polski na poznańskim Placu Wolności. Nie zdecydowałam się  samodzielnie przebiegnąć wyznaczonej trasy, bez ochrony, jakiej to próby podjęła się dość spora grupa biegaczy, z prostej przyczyny

Tym w sumie niefajnym akcentem zakończyłam rok 2018. W sumie przebiegłam 1450 kilometrów, co wydaje się być całkiem sporym wynikiem, z którego jestem naprawdę zadowolona. Najmilej wspominam zimowe biegi w okolicach Szklarskiej Poręby, gdzie przedzierałam się w trakcie porannych treningów przez śniegi i z duszą na ramieniu wypatrywałam w lesie dzikiej zwierzyny na szlakach. Dla mnie, typowego mieszczucha, takie okoliczności przyrody to nie lada przeżycie dające naprawdę niezły wycisk! Równie miłe, chociaż zdecydowanie mniej ekstremalne biegi odbywałam w trakcie wakacji letnich, biegając od Pogorzelicy do Niechorza wzdłuż kolejki wąskotorowej. Do tej świetnej trasy pełnej biegaczy i rowerzystów będę jeszcze długo tęsknić i pamiętać, jaka piękna pogoda mi wówczas towarzyszyła, sprzyjając porannym treningom. Zresztą cały okres wiosenno-letnio-jesienny ubiegłego roku był idealny dla biegających, stąd pewnie mój całkiem spory wynik kilometrażowy.

Podsumowując: w 2018 roku przebiegłam łączny dystans 1450 kilometrów. Dla jednych to mało, dla mnie jest to pierwszy tak dokładnie monitorowany biegowy przebieg roczny. Jestem z tego wyniku zadowolona i mam nadzieję, że ten rok będzie równie łaskawy, a może nawet bardziej będzie sprzyjać biegowym wyzwaniom. Należałoby pewnie przeliczyć ten dystans na ilość spalonych kalorii czy dawek insuliny, których podania uniknęłam dzięki wysiłkowi fizycznemu. Patrząc na tę ilość kilometrów myślę, że pomimo tego, że wytrawni spece biegowi pewnie by go wyśmiali, ja go postrzegam jako mój osobisty sukces – w walce ze sobą, z chorobą, w walce o zdrowie i lepsze jutro jako diabetyk. Pamiętajcie, że dla mnie aktywność fizyczna może być niebezpieczna, gdy zostanie podjęta w niewłaściwym momencie. Ale może być też zbawienna dla wyników glikemii. Wymaga zwiększonej czujności i ścisłego planowania czasu treningu, ustawienia dawki bazowej insuliny i odpowiedniej kalkulacji dawki insuliny doposiłkowej oraz monitorowania poziomu cukru przed biegiem, w jego trakcie, jak i do kilku-kilkunastu godzin po podjętej aktywności fizycznej, w zależności od czasu jej trwania i intensywności. Stąd to moje bieganie bywa problematyczne i wymaga ode mnie zdecydowanie większego zorganizowania, niż dla osoby zdrowej. Ale i tak to kocham! Nic mi nie daje takiej dawki poczucia wolności i nie wyzwala takich endorfin i tym samym nie poprawia samopoczucia. Gorąco polecam!