Przeczytane, odsłuchane…

Ostatnio bardzo uaktywniłam się czytelniczo. Niestety nie wynika to z nadmiaru wolnego czasu, chociaż wolałabym oczywiście, żeby tak było. Luksus wolnej  chwili poświęcam na trening w domu lub bieganie, a i tak jest tego niezbyt wiele, więc staram się wykorzystać niezaprzątniętą niczym podczas biegania głowę i słucham audiobooków. Polecam każdemu książkowemu maniakowi tę formę czytelnictwa. Odsłuchiwanie książek jest świetną alternatywą, gdy nie ma się normalnie czasu na spokojne czytanie, a można zapewnić sobie rozrywkę i zaprzątnięcie myśli lekturą nie tylko w trakcie biegu, ale również podczas gotowania,  sprzątania, mycia okien czy wieszania prania. Tak właśnie,  kobiety potrafią być multifunkcyjne. Potrafią tak się zorganizować, żeby w codziennym pędzie mieć możliwość relaksu, nawet jeśli miałby to być jedynie relaks umysłowy, a nie fizyczny.

Jakiś czas temu odkryłam platformę czytelniczą Legimi, którą serdecznie polecam. Posiadając czytnik ebooków np. Kindle lub Inkbooka i płacąc miesięczny abonament, ma się nieograniczony dostęp do ebooków i audiobooków w tak zwanej ‚chmurze’. Tak długo, jak opłacamy co miesiąc abonament, możemy czytać i słuchać w aplikacji na smartfonie wybranych lektur. Nie są one jednak naszą własnością – gdy wygaśnie nasza subskrypcja z tytułu braku opłaty abonamentowej, pobrane do czytnika lub aplikacji pozycje znikają. Wbrew pozorom jest to bardzo opłacalne i wygodne rozwiązanie. Przede wszystkim kosz miesięczny abonamentu jest często niższy niż koszt zakupu pojedynczej książki w księgarni, a mamy de facto dostęp do nieograniczonej ilości lektur w wersji elektronicznej i audio. Dla mnie osobiście nie mniej ważną zaletą takiej formy czytelnictwa jest oszczędność przestrzeni, jaką daje czytanie w chmurze. Ciągle walczę z ograniczeniami przestrzennymi mojego mieszkania i czytane przeze mnie średnio cztery książki miesięcznie szybko stałyby się niepotrzebnym balastem w przyciasnym lokum. Poza tym nie każda przeczytana pozycja a na tyle mnie zachwyca, żeby ją mieć na własność. W większości przypadków wystarcza przeczytanie, niekonieczne natomiast jest posiadanie konkretnej książki. Mam jednak swoją wirtualną półkę czytelniczą pt. ulubione, na której gromadzę pozycje, które najbardziej przypadły mi do gustu i kiedyś jako szczęśliwy właściciel bardziej przestronnego lokalu mieszkalnego, będę chciała wzbogacić moją prywatną biblioteczkę w te konkretnie książki.

Co chwilę na platformie pojawiają się nowe pozycje i najczęściej są to nowości wydawnicze, ale nie tylko, ponieważ mogę to być również dawniej wydane książki. Oczywiście zdarza się, że interesująca nas publikacja nie jest dostępna  i wynika to najczęściej z tego, że dane wydawnictwo nie współpracuje z platformą i nie udostępnia swoich książek w takiej formie czytelnikom. Najczęściej jednak większość interesujących mnie lektur bez trudu znajduję na platformie Legimi.

W czym głównie gustuję jeśli chodzi o literaturę? W książkach, których czytanie sprawia mi przyjemność. Zbyt dużo musiałam czytać fachowych podręczników na studiach i w trakcie przygotowań do egzaminu specjalizacyjnego, żeby teraz katować się literaturą typowo naukową. Wśród moich typów czytelniczych są: powieści obyczajowe, kryminały, thrillery i reportaże różnej maści. Czasem trafi się jakiś poradnik o dzieciach, żywieniu czy bieganiu. W wielu przypadkach wybór jest podyktowany poleceniem czy też dobrymi opiniami na grupach lub stronach czytelniczych (np. http://www.lubimyczytac.pl). Zazwyczaj te rekomendacje są jak najbardziej trafne. Ja natomiast uwielbiam „żyć” treścią lektury w trakcie jej czytania, dawkując sobie odpowiednio przyjemność uczestniczenia w fabule. Najlepsze przeczytane pozycje pozostają na długo w mojej głowie, a po zakończeniu pozostaje niedosyt, że już trzeba rozstać się z bohaterami książki i swego rodzaju tęsknota za czasem spędzonym na lekturze.

Kilkakrotnie spotkałam się z opiniami, że słuchanie audiobooków i jednoczesne wykonywanie jakiejś czynności bardzo rozprasza uwagę i gubi się akcję książki. Faktycznie może się tak zdarzyć gdy nie jestem wystarczająco skupiona lub działa na moją uwagę dodatkowy bodziec zewnętrzny. Staram się unikać audiolektur mocno skomplikowanych, wymagających dużego skupienia dla pełnego zrozumienia treści. Zazwyczaj jest to więc literatura łatwa i przyjemna, niekoniecznie jednak bezwartościowa. Nie zmienia to jednak faktu, że zdarza mi się słuchać pozycji „ciężkiego kalibru”.

Przypomina mi się zabawna sytuacja związania ze słuchaniem audiobooka podczas biegania. Sięgnęłam wówczas po „Chemię śmierci” Simona Becketta, mistrzowski thriller, który w każdej minucie trzyma w ogromnym napięciu. Polecam gorąco wielbicielom klasyki gatunku detektywistyczno-kryminalnego, w których trup się ściele niekoniecznie gęsto, ale z tzw. fajerwerkami. Główny bohater David Hunter, antropolog sądowy, po osobistych traumatycznych przeżyciach trafia na prowincję, gdzie chcąc uciec przed przeszłością, zostaje zwykłym lekarzem. Jednak jego bogate doświadczenie zawodowe staje się niezbędne, gdy ciało jednej z mieszkanek Manham zostaje odnalezione w stanie zaawansowanego rozkładu. Już pierwsze strony lektury wywołują gęsią skórkę, a dalej jest jeszcze straszniej i bardziej ekscytująco. Dodatkowym smaczkiem lektury jest motyw biegowy oraz cukrzycowy. Zdarzyło mi się słuchać tej pozycji w trakcie wieczornego biegu po zmroku. Rzadko udaję się na wieczorne przebieżki po zachodzie słońca, ale czasem, gdy zabraknie czasu w całodziennym kołowrotku obowiązków, jest to jedyne wyjście, by wykonać zaplanowany trening. Wybieram wtedy miejsca oświetlone i uczęszczane mimo późniejszej pory. Jednak nawet świadomość, że biegam w miejscu mi znanym i bezpiecznym, podczas tej wieczornej przebieżki, gdy słuchałam „Chemii śmierci”,  strach czaił się pod moją skórą, odwracałam co rusz głowę z obawą, czy nikt za mną nie biegnie, a tempo było wręcz rekordowe pomimo zmęczenia po całym dniu. Polecam z czystym sumieniem!

 

Okładka książki Chemia śmierci