Mikołajowe zagwozdki

W zeszłym roku były pierwsze całkowicie świadome Mikołajki Młodego, a co za tym idzie – niezłe wyzwanie dla nas, rodziców.  Musieliśmy się wykazać sporą dawką kreatywności i przebiegłości, coby dziecko nie przejrzało naszych podstępnych
i niecnych planów omotania nieuświadomionego mikołajowo człowieczka. O skali trudności napotykanych w tym temacie wie niejeden rodzic. Mając w pamięci już nieco przykurzone wspomnienia Mikołajek z własnego dzieciństwa chichrałam się w duchu, próbując zachować powagę, gdy Młody zadawał po raz sześćset trzydziesty drugi pytanie kiedy przyjdzie Mikołaj. Miało to miejsce w okolicy października, więc długa i żmudna droga była wówczas przede mną. Kiedy pytanie zostało postawione po raz co najmniej tysięczny, moja cierpliwość osiągnęła stan prawie-agonalny.

Wreszcie nastał upragniony dzień. Z nim kolejne (niestety) pytania. W sumie był to grad pytań, jaki spadł na mnie z samego rana w minione Mikołajki, tuż po co najmniej 100-decybelowym wyciu Młodego, niezadowolonego, że „prezenty są nie takie jak zamawiał” (w liście do Świętego) i że oczywiście jest ich „za mało”. W końcu dał się udobruchać nagle odnalezionym autkiem terenowym, które Mikołaj totalnie przypadkowo „zgubił”
w mamusinej szafie. Ale najbardziej stropił go fakt, że mama została bezczelnie pominięta w mikołajkowych planach podarunkowych.

– Kochanie, mama najwyraźniej  nie zasłużyła na prezent… – stwierdziłam, zawieszając teatralnie głos i spoglądając wymownie na Małżona.

– Mamo, a może Mitołaj po prostu zapomniał o Tobie? – podsunął całkiem przytomnie Adek.

– Adusiu, ja myślę, że prezent dla mamy zawieruszył się gdzieś Mikołajowi. Może spadł mu z sań i leży gdzieś na ulicy? – zaproponował rozwiązanie tata, mrugając do mnie nerwowo jednym okiem , jakby wpadł mu tam paproch o gabarytach co najmniej owadzich – Ale poszukam go po drodze, jak będę wracał z pracy – stwierdził z cwaniacką miną.

Adusiowi chyba przypadło do gustu takie wytłumaczenie. Podśmiechiwał się w typowy dla niego, przeuroczy sposób.

– Ależ drogi mężu, jak dla mnie to już ketchup po frytkach –  podsumowałam z przekąsem całą tę sytuację.

Cóż. Matka, Żona, Mikołajowa. Ciężkie jest życie kobiety wszechstronnej i niedocenianej.

Ale nikt nie mówił, że będzie łatwo…