Intro czyli kto, dlaczego i po co?

Już od dłuższego czasu nosiłam się z zamiarem pojawienia się na blogowym firmamencie. Jakie to teraz proste – piszesz parę akapitów, sprawdzasz, czy czasem nie narobisz sobie wstydu tym,  co napisałaś zarówno ze względu na treść jak i pisownię, jednym kliknięciem publikujesz – i niepozorny tekścik leci po łączach gdzieś w świat.  Szkoda, że inne rzeczy w dzisiejszej rzeczywistości nie są tak mało skomplikowane. Chociażby chorowanie, wielokrotnie opowiadano mi historie różnych schorzeń, z których wynikało, że żeby chorować w dzisiejszym świecie, a zwłaszcza w Polsce, trzeba mieć końskie zdrowie. Potwierdza to również mój osobisty przypadek, chociaż tu bardziej sprawdziłoby się stwierdzenie, że chorowanie na cukrzycę i godne leczenie tej choroby wymaga mocno zasobnego portfela… Nasuwa mi się tutaj jako skojarzenie swawolne tłumaczenie skrótu NFZ, którym uraczyła mnie kiedyś jedna pacjentka z apteki – NFZ to Narodowy Fundusz Zagłady.  Nic dodać, nic ująć…

Pytanie, po co w tej pełnej już pewnie mniej lub bardziej ciekawych osobistości blogosferze JA? Też je sobie zadaję ale nadal mam cichą nadzieję, że się tu odnajdę i do czegoś komuś się przydam. Chciałabym tutaj podzielić się moimi doświadczeniami jako pacjenta praktyka walczącego na co dzień z cukrzycą typu 1, która niezmiennie towarzyszy mi od trzynastu lat i dosłownie oraz w przenośni na co dzień psuje mi krew. Nie jest to prosta droga, często wyboista i bardziej przypomina walkę z wiatrakami niż proste leczenie, zwłaszcza że nie polega tylko i wyłącznie na podawaniu insuliny. Czasem myślę, że cukrzyca dla mnie nie jest chorobą, ale stanem umysłu albo nawet stylem życia. Nie ma co się oszukiwać, radzenie sobie z cukrzycą wymaga dużej wiedzy, ciągłego dokształcania, sporej dawki samodyscypliny, wiecznego planowania, a nawet prób wróżenia z fusów (tutaj głównie chodzi o przewidywania poziomu glikemii, które bywają totalnym zaskoczeniem). Jednak codzienność z cukrzycą zmienia podejście do takich tematów, jak zdrowe odżywianie, aktywność fizyczna, dbałość o siebie i swoją rodzinę.  U mnie to był zwrot o 180 stopni, ale następował stopniowo, w miarę oswajania się z diagnozą najpierw cukrzycy, potem kolejnej choroby autoimmunologicznej: niedoczynności tarczycy typu Hashimoto. Pomimo, a rzekłabym nawet z powodu obu tych diagnoz żyję pełnią życia i czerpię więcej z codzienności, niż gdy byłam zdrowa. Miałam to szczęście – lub jak niektórzy twierdzą nieszczęście – być wolna od cukrowego rollercoastera aż 22 lata. Dobrze pamiętam moją jedzeniową rozpustę pełną śmieciowego żarcia B.D. (Before Diabetes), bez kontroli poziomu cukru, noszenia przy sobie penów do podawania insuliny czy dużo później pompy insulinowej. Niestety, świadomość w pełni ‚zdrowego’ życia  utrudnia leczenie, zwłaszcza na początku. Jest bunt, zgrzytanie zębami i wieczne pytania pt. ‚Dlaczego ja?’. Trzeba szybko się otrząsnąć z tego podiagnozowego zaślepienia i iść do przodu metodą prób i błędów. Najpierw oswoić się z cukrzycą, w następnym etapie może nawet zaprzyjaźnić? Brzmi pewnie jak obłęd dla cukrzycowych „świeżaków”. Już Einstein stwierdził, że obłędem jest „powtarzać w kółko tą samą czynność, oczekując innych rezultatów”. I chyba nikogo nie pocieszę stwierdzeniem, że taka właśnie jest cukrzyca – obłędnie nieprzewidywalna
w swojej rutynie. A jednak potrafi być motywująca!

Dla mnie była  motywatorem dającym mi porządnego kopa w tyły głównie w kwestii ruszania się i odżywiania. B.D. (Before Diabetes) byłam kanapową lwicą salonową wokół której walały się głownie papierki po cukierkach i książki. Teraz buty biegowe lub mata do ćwiczeń i  hantle to moje nieodmienne atrybuty. Dzień bez treningu jest dniem straconym. Ruch to porządna dawka energii i endorfin, stąd mój coming-out – od dawna jestem praktykującym niepoprawnym narkomanem treningowym. Niezmiennie pomaga mi to w kontroli nad cukrzycą, pozwala też utrzymać formę i fajny kształt zadka w efekcie ubocznym. Polecam z czystym sumieniem wszystkim – tym chorym, zdrowym czy jak ja będącym w odmiennym stanie umysłowym.

Osobny temat ‚rzeka’ to żarełko. Jak każdy pewnie uwielbiam spożywać smacznie, ale teraz również zdrowo. Kocham kuchenne eksperymenty, egzotyczne kuchnie i odkrywanie nowych smaków. Teraz moje pole do popisu w kwestii gotowania poszerzyło swoje spektrum jedzeniowe z hasła ‚dla diabetyków’ do ‚dla alergików’ z nietolerancją białka mleka krowiego (BMK), jako, że moje dziecię ma to nieszczęście cierpieć ta tę alergię. Stąd eksperymentujemy, zastępujemy, testujemy i degustujemy ile wlezie do brzusia. Aż do osiągnięcia błogostanu ciąży spożywczej!

Zapraszam wszystkich żądnych wiedzy na temat cukrzycy i sposobów radzenia sobie
z nią, szukających motywacji do rozruchu fizycznego oraz zdrowego odżywiania.

Jak mówią: 

 „Motywacja jest tym, co pozwala Ci zacząć. Nawyk jest tym, co pozwala Ci wytrwać…”

Zacznijmy więc już teraz i wejdźmy w ten nawyk!